Kinga przeczytałem raptem ze dwie - trzy książki (Miasteczko Salem, Łowca Snów i coś jeszcze...) i szczerze mówiąc nie porwał mnie jakoś strasznie, ale Wielki Marsz zawsze chciałem przeczytać. W końcu więc to zrobiłem i szczerze mówiąc książka pochłania jak mało co. Zdecydowanie jedna z bardziej wciągających pozycji jakie dane mi było czytać.
Założenie jest proste - 100 chłopców startuje w turnieju, w którym wszyscy muszą ciągle iść przed siebie non stop nie schodząc poniżej 6 km/h - inaczej odpadają z zabawy. Opisane relacje pomiędzy uczestnikami są naprawdę ciekawe i samo doświadczenie marszu jest mocno odczuwalne. Jest co prawda sporo elementów, nad którymi można dywagować - między innymi to, że mam wrażenie jakby King nigdy sam nie przeszedł długiego dystansu. Książka wydaje się być świetną metodą na trochę bardziej filozoficzne podejście do życia i trochę mi tego zabrakło, ale z drugiej strony nie jest to książka zupełnie banalna. Czyta się jednym tchem i szczerze polecam.
